Głodny lis ze wszystkich sił skacze po słodkie winogrona, które wiszą wysoko na pergoli. Słynna bajka Ezopa o tym, co mówimy, kiedy coś nam się nie udaje, swobodnie opowiedziana na podstawie starogreckiego oryginału.
Ezop · 3 min · czyta Maja
Lis i winogrona: tekst bajki
Ezop (szósty wiek przed naszą erą). Swobodnie opowiedziane na podstawie starogreckiego oryginału.
Lato miało się już ku końcowi, a słońce od samego rana mocno grzało zielone wzgórza. Zakurzoną ścieżką między winnicami dreptał lis o rudym futrze i puszystym ogonie. Przez cały dzień nie znalazł nic do jedzenia, więc głośno burczało mu w brzuchu. „Jeśli zaraz nie znajdę czegoś dobrego, zemdleję z głodu”, mruknął i smutno oblizał pyszczek.
Wtem na skraju winnicy zobaczył wysoką drewnianą pergolę, całą oplecioną winoroślą. Zwisały z niej kiście winogron, duże i ciemne, prawie czarne, i tak dojrzałe, że aż lśniły w słońcu. Lis stanął jak zaczarowany. „Mmm, jakie słodkie winogrona!” zawołał i aż ślinka mu pociekła. „W sam raz dla mnie”.
Podszedł pod pergolę, stanął na tylnych łapach i wyciągnął się najwyżej, jak tylko mógł. Pyszczkiem prawie dosięgał najniższej kiści, ale wciąż brakowało mu sporo. „Nie szkodzi”, powiedział do siebie, „w takim razie podskoczę”. Odbił się od ziemi i kłapnął zębami, żeby chwycić kilka winogron, ale złapał tylko powietrze. Wylądował z powrotem na ziemi, aż wzbiła się chmurka kurzu.
Ale lis nie poddał się tak łatwo. Skoczył jeszcze raz i jeszcze raz, za każdym razem trochę wyżej. Próbował skakać z rozbiegu, próbował skoczyć z kamienia przy ścieżce, chciał się nawet wspiąć po drewnianym słupku, ale się ześlizgnął. Przypomniał sobie wszystkie sztuczki, jakie znał, a znał ich naprawdę mnóstwo. A winogrona wisiały sobie spokojnie wysoko w górze, jakby cichutko się z niego śmiały.
W końcu był tak zmęczony, że ledwo łapał oddech. Język zwisał mu z pyszczka, łapy go bolały, a nawet ogon smętnie mu opadł. Na gałęzi pobliskiej czereśni siedział kos i przez cały czas z ciekawością mu się przyglądał. Lis zerknął na niego z ukosa. Wcale mu się nie podobało, że ktoś widział, jak mu się nie udaje.
Otrzepał więc futro z kurzu, podniósł wysoko głowę i udawał, że nic się nie stało. A odchodząc, powiedział do siebie, ale na tyle głośno, żeby kos na pewno go usłyszał: „Phi, przecież te winogrona są kwaśne. Jeszcze wcale nie dojrzały! Kto by jadł takie kwaśne winogrona? Na pewno nie ja”. I poszedł sobie ścieżką z zadartym nosem, jakby wiedział o tym od samego początku.
A kos tylko pokręcił głową. Dobrze wiedział, że winogrona są słodkie jak miód, bo sam ich rano spróbował. Kiedy lis zniknął za zakrętem, kos podfrunął na pergolę i poczęstował się jeszcze jednym soczystym winogronem.
Tak samo bywa z niektórymi ludźmi. Kiedy nie umieją czegoś osiągnąć, bo brakuje im sił, zrzucają winę na wszystko dookoła, tylko nie na siebie.





