Kopciuszek w szarej, znoszonej sukience i fartuchu siedzi w kącie przy kominku obok popiołu, a macocha i dwie siostry w pięknych sukniach przechodzą obok z zadartymi nosami Przed wielkim lustrem Kopciuszek czesze starszą siostrę w sukni z czerwonego aksamitu, a Javotte podziwia swój płaszcz w złote kwiaty W ogrodzie matka chrzestna wróżka dotyka różdżką wielkiej dyni, która zmienia się w złotą karetę, a Kopciuszek patrzy na to z zachwytem U stóp schodów rozświetlonego pałacu królewicz pomaga wysiąść ze złotej karety Kopciuszkowi w lśniącej sukni ze złota i srebra Kopciuszek ucieka po schodach pałacu, zegar na wieży wskazuje północ, a na jednym ze stopni został szklany pantofelek Klęczący dworzanin wsuwa szklany pantofelek na małą stopę Kopciuszka w szarej sukience, a obie siostry patrzą na to z otwartymi ustami

Kopciuszek

Przy kominku · czyta Maja
0:00−14:24

Dobra i łagodna dziewczyna, którą wszyscy nazywają Kopciuszkiem, spędza wieczory w popiele przy kominku, ale kiedy królewicz wydaje bal, jej matka chrzestna wróżka ma w zanadrzu niejedną czarodziejską sztuczkę. Baśń Charles’a Perraulta z 1697 roku, przetłumaczona z francuskiego oryginału.

Charles Perrault · 14 min · czyta Maja

Kopciuszek: tekst bajki

Charles Perrault (1697). Przetłumaczone z francuskiego oryginału „Cendrillon”.

Dawno, dawno temu żył sobie pewien szlachcic, który ożenił się po raz drugi, i to z kobietą najbardziej wyniosłą i dumną, jaką kiedykolwiek widziano. Miała dwie córki, które charakter miały po niej i były do niej podobne pod każdym względem. Mąż też miał córkę, jeszcze bardzo młodą, ale tak łagodną i dobrą, że trudno by znaleźć drugą taką na świecie: odziedziczyła to po swojej matce, która była najlepszą osobą pod słońcem. Ledwie odbyło się wesele, macocha pokazała, jaki ma zły charakter: nie mogła ścierpieć dobrych cech tej młodej dziewczyny, bo przy niej jej własne córki wydawały się jeszcze bardziej nieznośne.

Zrzuciła na nią najgorsze prace w całym domu: to ona zmywała naczynia i myła schody, to ona szorowała podłogi w pokoju jaśnie pani i w pokojach jaśnie panienek, jej córek. Spała na samej górze domu, na strychu, na nędznym sienniku, podczas gdy jej siostry miały pokoje z lśniącym parkietem, łóżka według najnowszej mody i lustra, w których mogły się przejrzeć od stóp do głów. Biedna dziewczyna cierpliwie wszystko znosiła i nie śmiała poskarżyć się ojcu, bo ten by ją tylko skrzyczał: żona rządziła nim całkowicie.

Kiedy skończyła pracę, szła do kąta przy kominku i siadała w popiele, dlatego wszyscy w domu nazywali ją Kopciuchą. Młodsza siostra, która nie była tak niegrzeczna jak starsza, nazywała ją Kopciuszkiem. A jednak Kopciuszek w swoim biednym, znoszonym ubraniu był sto razy piękniejszy od sióstr, choć one stroiły się bardzo wspaniale.

Zdarzyło się, że królewicz wydał bal i zaprosił na niego wszystkie dostojne osoby. Nasze dwie panny także dostały zaproszenie, bo w okolicy bardzo się liczyły. Ależ były zadowolone i jakie zajęte wybieraniem sukien i fryzur, w których byłoby im najbardziej do twarzy! Kopciuszek miał przez to nowy kłopot, bo musiał prasować bieliznę sióstr i układać w drobne fałdki ich mankiety: w domu mówiło się już tylko o tym, kto jak się ubierze.

„Ja”, powiedziała starsza, „włożę moją suknię z czerwonego aksamitu i angielskie koronki”. „A ja”, powiedziała młodsza, „włożę tylko zwykłą spódnicę, ale za to narzucę płaszcz w złote kwiaty i przypnę diamentową broszę, która też jest niczego sobie”. Posłano po słynną fryzjerkę, żeby upięła im wysokie czepki z dwoma rzędami koronek, i kupiono u najlepszej modniarki maleńkie sztuczne pieprzyki do przyklejania na twarz. Siostry zawołały Kopciuszka i poprosiły o radę, bo wiedziały, że ma dobry gust. Kopciuszek doradził im najlepiej, jak umiał, a nawet sam zaproponował, że je uczesze, na co one łaskawie się zgodziły.

Kiedy Kopciuszek je czesał, siostry pytały: „Kopciuszku, chciałabyś pojechać na bal?” „Ach, panienki śmieją się ze mnie, to nie dla mnie”. „Masz rację, ludzie by się uśmiali, gdyby zobaczyli Kopciuchę na balu”. Inna dziewczyna na miejscu Kopciuszka uczesałaby je krzywo, ale Kopciuszek miał dobre serce i uczesał je doskonale. Przez prawie dwa dni nic nie jadły, tak były przejęte i szczęśliwe. Zerwano ponad dwanaście sznurówek, tak mocno ściskano im gorsety, żeby miały cieńsze talie, a one bez przerwy stały przed lustrem.

Wreszcie nadszedł ten szczęśliwy dzień. Siostry odjechały, a Kopciuszek odprowadzał je wzrokiem tak długo, jak tylko mógł. Kiedy zniknęły w oddali, biedna dziewczyna się rozpłakała. Jej matka chrzestna zobaczyła, że cała zalewa się łzami, i zapytała, co się stało. „Tak bym chciała… tak bym chciała…” Płakała tak bardzo, że nie mogła dokończyć. Matka chrzestna, która była wróżką, powiedziała: „Chciałabyś pojechać na bal, prawda?” „Ach, tak”, westchnęła dziewczyna. „No dobrze”, powiedziała matka chrzestna, „będziesz grzeczną dziewczynką? To sprawię, że tam pojedziesz”.

Zaprowadziła ją do pokoju i powiedziała: „Idź do ogrodu i przynieś mi dynię”. Kopciuszek od razu pobiegł zerwać najpiękniejszą, jaką mógł znaleźć, i przyniósł ją matce chrzestnej, choć nie umiał zgadnąć, jak dzięki tej dyni miałby pojechać na bal. Matka chrzestna wydrążyła dynię, zostawiła tylko skórkę, stuknęła w nią różdżką i dynia w jednej chwili zmieniła się w piękną, całą złocistą karetę.

Potem zajrzała do pułapki na myszy i znalazła w niej sześć żywych myszek. Kazała Kopciuszkowi lekko unieść klapkę pułapki, a każdej myszki, która wybiegała, dotykała różdżką i myszka natychmiast zmieniała się w pięknego konia. Tak powstał wspaniały zaprzęg z sześciu koni, szarych jak myszki, w jaśniejsze cętki. Wróżka zastanawiała się, z czego zrobić stangreta. „Pójdę zobaczyć”, powiedział Kopciuszek, „czy w pułapce na szczury nie siedzi jakiś szczur, zrobimy z niego stangreta”. „Masz rację”, powiedziała matka chrzestna, „idź, zobacz”. Kopciuszek przyniósł jej pułapkę, w której siedziały trzy tłuste szczury. Wróżka wybrała jednego z trzech, tego z najwspanialszą brodą, dotknęła go różdżką i szczur zmienił się w grubego stangreta z najpiękniejszymi wąsami, jakie kiedykolwiek widziano.

Potem powiedziała: „Idź do ogrodu, za konewką znajdziesz sześć jaszczurek, przynieś mi je”. Ledwie Kopciuszek je przyniósł, matka chrzestna zmieniła je w sześciu lokajów, którzy od razu wskoczyli na tył karety w swoich bogato zdobionych strojach i trzymali się jej tak pewnie, jakby przez całe życie nic innego nie robili. Wtedy wróżka powiedziała do Kopciuszka: „No i proszę, masz czym pojechać na bal, cieszysz się?” „Tak, ale czy mam jechać tak, w tych brzydkich ubraniach?” Matka chrzestna tylko dotknęła dziewczyny różdżką i w tej samej chwili jej ubranie zmieniło się w suknię ze złotej i srebrnej tkaniny, całą wyszywaną drogimi kamieniami. Potem dała jej parę szklanych pantofelków, najśliczniejszych na świecie.

Kiedy była już tak pięknie wystrojona, wsiadła do karety, ale matka chrzestna przykazała jej przede wszystkim, żeby nie została dłużej niż do północy. Ostrzegła ją, że jeśli zostanie na balu choćby o chwilę dłużej, kareta znów stanie się dynią, konie myszami, lokaje jaszczurkami, a jej stare ubranie będzie takie jak przedtem. Dziewczyna obiecała matce chrzestnej, że na pewno wyjdzie z balu przed północą. I odjechała, nie posiadając się z radości.

Królewiczowi doniesiono, że przyjechała jakaś wielka księżniczka, której nikt nie zna, więc pobiegł ją powitać. Podał jej rękę, kiedy wysiadała z karety, i zaprowadził ją do sali, w której byli goście. Zapadła wtedy wielka cisza: przestano tańczyć i skrzypce umilkły, tak wszyscy wpatrywali się w niezwykłą urodę nieznajomej. Słychać było tylko szmer głosów: „Ach, jaka ona piękna!” Nawet król, choć był już stary, wciąż na nią spoglądał i szeptał królowej, że dawno nie widział tak pięknej i tak miłej osoby. Wszystkie damy uważnie oglądały jej fryzurę i suknię, żeby już następnego dnia mieć takie same, o ile tylko znajdą się dość piękne tkaniny i dość zręczni krawcy.

Królewicz posadził ją na najbardziej zaszczytnym miejscu, a potem poprosił do tańca. Tańczyła z takim wdziękiem, że podziwiano ją jeszcze bardziej. Podano wspaniały poczęstunek, ale młody królewicz niczego nie tknął, tak był zajęty patrzeniem na nią. Potem usiadła obok swoich sióstr i była dla nich niezwykle uprzejma: podzieliła się z nimi pomarańczami i cytrynami, które dostała od królewicza, a one bardzo się dziwiły, bo wcale jej nie poznały.

Kiedy tak rozmawiały, Kopciuszek usłyszał, że zegar wybija za kwadrans dwunastą. Od razu złożył wszystkim głęboki ukłon i odjechał najszybciej, jak tylko mógł. Gdy tylko dotarł do domu, poszedł do matki chrzestnej, podziękował jej i powiedział, że bardzo chciałby jutro znowu pojechać na bal, bo prosił o to królewicz. Kiedy opowiadał matce chrzestnej o wszystkim, co się wydarzyło na balu, siostry zapukały do drzwi i Kopciuszek poszedł im otworzyć. „Ależ panienki długo nie wracały!” powiedział, ziewając, przecierając oczy i przeciągając się, jakby dopiero co się obudził. A przecież odkąd siostry wyjechały, Kopciuszkowi ani trochę nie chciało się spać.

„Gdybyś była na balu”, powiedziała jedna z sióstr, „na pewno byś się nie nudziła. Przyjechała tam najpiękniejsza księżniczka, najpiękniejsza, jaką można zobaczyć. Była dla nas bardzo uprzejma i dała nam pomarańcze i cytryny”. Kopciuszek nie posiadał się z radości. Zapytał, jak ta księżniczka ma na imię, ale siostry odpowiedziały, że nikt jej nie zna, że królewicz bardzo się tym martwi i że oddałby wszystko na świecie, żeby się dowiedzieć, kim ona jest.

Kopciuszek uśmiechnął się i powiedział: „Czy naprawdę była taka piękna? Mój Boże, jakie panienki mają szczęście! Czy ja też nie mogłabym jej zobaczyć? Ach, panno Javotte, proszę mi pożyczyć tę żółtą suknię, którą panna nosi na co dzień”. „Akurat”, odparła panna Javotte, „już lecę! Pożyczać suknię komuś takiemu jak ta brzydka Kopciucha! Musiałabym chyba oszaleć”. Kopciuszek spodziewał się tej odmowy i bardzo się z niej ucieszył, bo byłby w wielkim kłopocie, gdyby siostra naprawdę chciała pożyczyć swoją suknię.

Następnego dnia siostry pojechały na bal, a Kopciuszek także, w stroju jeszcze wspanialszym niż za pierwszym razem. Królewicz nie odstępował dziewczyny ani na krok i ciągle mówił jej czułe słówka. Młoda panna wcale się nie nudziła i zapomniała, co przykazała jej matka chrzestna, więc usłyszała, jak zegar wybija pierwsze uderzenie północy, kiedy myślała, że nie ma jeszcze nawet jedenastej. Zerwała się i uciekła lekko jak sarna. Królewicz pobiegł za nią, ale nie zdołał jej dogonić. Zgubiła jeden ze swoich szklanych pantofelków, a królewicz bardzo starannie go podniósł.

Kopciuszek wrócił do domu bez tchu, bez karety, bez lokajów i w swoim biednym ubraniu. Z całej tej wspaniałości nie zostało nic oprócz jednego małego pantofelka, do pary z tym zgubionym. Zapytano strażników przy bramie pałacu, czy nie widzieli, jak wychodzi jakaś księżniczka. Odpowiedzieli, że nie widzieli nikogo oprócz młodej dziewczyny w bardzo biednym ubraniu, która wyglądała bardziej na wieśniaczkę niż na pannę z dobrego domu.

Kiedy siostry wróciły z balu, Kopciuszek zapytał, czy i tym razem dobrze się bawiły i czy była tam ta piękna pani. Odpowiedziały, że tak, ale że uciekła, kiedy wybiła północ, i to tak szybko, że zgubiła jeden ze swoich małych szklanych pantofelków, najśliczniejszy na świecie. Opowiedziały też, że królewicz go podniósł, przez całą resztę balu tylko na niego patrzył i że na pewno jest bardzo zakochany w pięknej osobie, do której należy ten mały pantofelek.

Mówiły prawdę, bo kilka dni później królewicz kazał ogłosić przy dźwięku trąb, że ożeni się z tą, na której stopę pantofelek będzie pasował idealnie. Zaczęto go przymierzać księżniczkom, potem księżnym, potem wszystkim damom dworu, ale na próżno. Przyniesiono go do domu obu sióstr, które robiły wszystko, co mogły, żeby wcisnąć stopę do pantofelka, ale nic im z tego nie wyszło.

Kopciuszek, który się im przyglądał i poznał swój pantofelek, powiedział ze śmiechem: „Niech no sprawdzę, czy na mnie nie będzie pasował!” Siostry zaczęły się śmiać i kpić z Kopciuszka. Dworzanin, który przymierzał pantofelek, uważnie przyjrzał się dziewczynie, a że wydała mu się bardzo piękna, powiedział, że to słuszne, bo ma rozkaz przymierzyć go wszystkim pannom. Posadził Kopciuszka na krześle, przysunął pantofelek do małej stópki i zobaczył, że wchodzi na nią bez trudu i że pasuje jak ulał.

Obie siostry bardzo się zdziwiły, a jeszcze bardziej, kiedy Kopciuszek wyjął z kieszeni drugi mały pantofelek i włożył go na drugą stopę. W tej samej chwili zjawiła się matka chrzestna, stuknęła różdżką w ubranie Kopciuszka, a ono stało się jeszcze wspanialsze niż wszystkie poprzednie. Wtedy siostry zrozumiały, że ta dziewczyna to piękna panna, którą widziały na balu. Rzuciły się jej do stóp i prosiły o przebaczenie za wszystkie krzywdy, które jej wyrządziły. Dobra dziewczyna podniosła je, uściskała i powiedziała, że z całego serca im przebacza i prosi tylko, żeby zawsze ją kochały.

Zaprowadzono ją do młodego królewicza w tym wspaniałym stroju. Wydała mu się jeszcze piękniejsza niż kiedykolwiek, a kilka dni później się z nią ożenił. Kopciuszek, który był równie dobry jak piękny, pozwolił obu siostrom zamieszkać w pałacu i jeszcze tego samego dnia wydał je za mąż za dwóch wielkich panów z królewskiego dworu.

Widzisz błąd w tej bajce? Daj znać.