W salonie bogaty kupiec czyta w fotelu, a wokół niego są trzej synowie, dwie starsze córki w pięknych sukniach, które przeglądają się w lustrze, i Piękna, która czyta sama przy oknie Przed małym wiejskim domem Piękna w fartuchu niesie kosz warzyw, jej ojciec i trzej bracia pracują w polu, a dwie siostry ziewają w oknie Na progu kupiec szykuje się, żeby wsiąść na konia, dwie starsze córki podają mu długie listy, a Piękna cicho prosi o jedną różę W zaczarowanym ogrodzie kupiec właśnie zerwał czerwoną różę pod altaną, a w oddali pojawia się Bestia, wielka i włochata, o dobrych, smutnych oczach Wieczorem przy kominku smutny kupiec daje czerwoną różę Pięknej, a wokół stoją trzej zmartwieni bracia i dwie siostry W wielkiej sali zamku Piękna i jej ojciec siedzą przy stole nakrytym dla dwojga, a nieśmiała Bestia przygląda im się od drzwi

Piękna i Bestia, część pierwsza

Sześcioro dzieci kupca · czyta Maja
0:00−17:07

Zubożały kupiec, róża zerwana w ogrodzie zaczarowanego zamku i Bestia, która żąda obietnicy: Piękna, najmłodsza z jego córek, okaże się bardzo dzielna. Pierwsza część baśni Jeanne-Marie Leprince de Beaumont, przetłumaczona z francuskiego oryginału z 1756 roku.

Jeanne-Marie Leprince de Beaumont · 17 min · czyta Maja

Piękna i Bestia: wszystkie części

  1. Część 1 · 17 min
  2. Część 2 · 17 min

Piękna i Bestia, część pierwsza: tekst bajki

Jeanne-Marie Leprince de Beaumont (1756). Przetłumaczone z francuskiego oryginału „La Belle et la Bête”.

Był sobie kiedyś niezwykle bogaty kupiec. Miał sześcioro dzieci, trzech synów i trzy córki, a ponieważ był człowiekiem rozumnym, nie szczędził pieniędzy na ich wykształcenie i sprowadzał im najróżniejszych nauczycieli. Jego córki były bardzo piękne, ale najbardziej podziwiano najmłodszą. Kiedy była mała, wszyscy nazywali ją po prostu Piękną Dziewczynką i tak już to imię przy niej zostało, a siostry bardzo jej tego zazdrościły.

Ta najmłodsza córka była nie tylko piękniejsza od sióstr, ale i lepsza od nich. Dwie starsze strasznie zadzierały nosa, bo były bogate. Udawały wielkie damy i nie chciały przyjmować odwiedzin innych kupieckich córek, bo do towarzystwa potrzebowały ludzi z wyższych sfer. Codziennie chodziły na bale, do teatru i na spacery, i wyśmiewały się z najmłodszej siostry, która większość czasu spędzała na czytaniu dobrych książek.

Ponieważ wszyscy wiedzieli, że te dziewczęta są bardzo bogate, wielu zamożnych kupców starało się o ich rękę. Ale dwie starsze odpowiedziały, że nigdy nie wyjdą za mąż, chyba że znajdą księcia, a przynajmniej hrabiego. Piękna, bo mówiłam wam już, że tak nazywała się najmłodsza, otóż Piękna bardzo grzecznie podziękowała tym, którzy chcieli się z nią ożenić, ale powiedziała im, że jest jeszcze za młoda i że chciałaby przez kilka lat dotrzymywać towarzystwa ojcu. Nagle kupiec stracił cały majątek i został mu tylko mały dom na wsi, daleko od miasta.

Ze łzami w oczach powiedział dzieciom, że muszą zamieszkać w tym domu i że jeśli będą pracować jak chłopi, jakoś się tam utrzymają. Dwie starsze córki odpowiedziały, że nie chcą wyjeżdżać z miasta i że mają wielu wielbicieli, którzy z radością się z nimi ożenią, chociaż straciły majątek. Ale te dobre panienki się myliły: kiedy zbiedniały, wielbiciele nie chcieli już nawet na nie spojrzeć. Ponieważ przez ich pychę nikt ich nie lubił, ludzie mówili: „Nie zasługują na to, żeby się nad nimi litować. Bardzo się cieszymy, że utarto im nosa. Niech teraz udają wielkie damy, pasąc owce”.

Ale jednocześnie wszyscy mówili: „Za to Pięknej bardzo nam żal, że spotkało ją takie nieszczęście. To taka dobra dziewczyna! Tak życzliwie rozmawiała z biednymi ludźmi, była taka łagodna i taka uprzejma”. Znalazło się nawet kilku szlachciców, którzy chcieli się z nią ożenić, chociaż nie miała ani grosza. Ale ona powiedziała im, że nie może się zdobyć na to, żeby zostawić biednego ojca w nieszczęściu, i że pojedzie z nim na wieś, żeby go pocieszać i pomagać mu w pracy. Biedna Piękna z początku bardzo się martwiła, że straciła majątek, ale powiedziała sobie: „Choćbym nie wiem jak płakała, łzy nie zwrócą mi majątku. Trzeba się postarać być szczęśliwą bez bogactwa”.

Kiedy przyjechali do wiejskiego domu, kupiec i jego trzej synowie zabrali się do uprawiania ziemi. Piękna wstawała o czwartej rano i szybko sprzątała dom i gotowała obiad dla całej rodziny. Z początku było jej bardzo ciężko, bo nie przywykła do pracy jak służąca, ale po dwóch miesiącach nabrała sił, a od tego trudu zrobiła się zdrowa jak ryba. Kiedy skończyła swoje zajęcia, czytała, grała na klawesynie albo śpiewała, przędąc na kołowrotku.

Za to jej dwie siostry nudziły się jak mopsy. Wstawały o dziesiątej rano, przez cały dzień spacerowały, a całą ich rozrywką było wzdychanie za pięknymi strojami i dawnym towarzystwem. „Popatrz tylko na naszą najmłodszą”, mówiły między sobą, „ma prostacką duszę i jest tak głupia, że cieszy się nawet z takiej biedy”. Poczciwy kupiec nie myślał tak jak jego córki. Wiedział, że Piękna o wiele lepiej niż siostry nadaje się do tego, żeby błyszczeć w towarzystwie. Podziwiał dobroć tej młodej dziewczyny, a zwłaszcza jej cierpliwość, bo siostry nie dość, że zostawiały jej całą pracę w domu, to jeszcze co chwila ją obrażały.

Rodzina od roku żyła z dala od ludzi, kiedy kupiec dostał list z wiadomością, że statek, na którym miał towary, szczęśliwie zawinął do portu. Na tę wiadomość dwie starsze córki omal nie oszalały z radości, bo pomyślały, że wreszcie będą mogły wyjechać z tej wsi, gdzie tak bardzo się nudziły. A kiedy zobaczyły, że ojciec szykuje się do drogi, poprosiły go, żeby przywiózł im suknie, futrzane pelerynki, stroiki na głowę i najróżniejsze fatałaszki.

Piękna o nic go nie prosiła, bo myślała sobie, że wszystkie pieniądze za towary nie wystarczą na to, czego chciały jej siostry. „A ty o nic mnie nie prosisz?” zapytał ojciec. „Skoro jesteś tak dobry, że o mnie myślisz”, odpowiedziała, „to przywieź mi, proszę, różę, bo tu nie rosną”. Nie żeby Pięknej tak bardzo zależało na róży, ale nie chciała swoim przykładem potępiać zachowania sióstr, które powiedziałyby, że o nic nie prosi tylko po to, żeby się wyróżnić. Poczciwy kupiec wyjechał, ale kiedy dotarł na miejsce, zaczęto się z nim sądzić o te towary i po wielu kłopotach wrócił tak samo biedny jak przedtem.

Do domu miał już tylko trzydzieści mil i cieszył się na samą myśl, że zobaczy dzieci. Ale żeby dojechać do domu, musiał przejechać przez wielki las i w tym lesie zabłądził. Śnieg sypał okropnie, a wiatr był tak silny, że dwa razy zrzucił go z konia. Kiedy zapadła noc, kupiec pomyślał, że umrze z głodu albo z zimna, albo że zjedzą go wilki, których wycie słyszał dookoła. Nagle na końcu długiej alei drzew zobaczył jasne światło, ale wydawało się, że jest bardzo daleko. Ruszył w tamtą stronę i zobaczył, że to światło bije z wielkiego pałacu, który był cały rozświetlony.

Kupiec podziękował Bogu za tę pomoc i pospieszył do zamku, ale bardzo się zdziwił, kiedy na dziedzińcach nikogo nie zastał. Jego koń, który szedł za nim, zobaczył wielką otwartą stajnię i wszedł do środka, a kiedy znalazł tam siano i owies, biedne zwierzę, które umierało z głodu, łapczywie się na nie rzuciło. Kupiec przywiązał konia w stajni i poszedł do domu, gdzie też nikogo nie było. Ale w wielkiej sali znalazł ogień buzujący w kominku i stół zastawiony jedzeniem, a na nim tylko jedno nakrycie. Deszcz i śnieg przemoczyły go do suchej nitki, więc podszedł do ognia, żeby się osuszyć, i mówił do siebie: „Pan tego domu albo jego służba na pewno wybaczą mi tę śmiałość. Pewnie niedługo przyjdą”.

Czekał bardzo długo, ale kiedy wybiła jedenasta, a wciąż nikogo nie było, nie mógł już wytrzymać z głodu. Drżąc cały, wziął kurczaka i zjadł go w dwóch kęsach. Wypił też kilka łyków wina, a kiedy nabrał odwagi, wyszedł z sali i przeszedł przez kilka wielkich, wspaniale urządzonych komnat. W końcu znalazł pokój z wygodnym łóżkiem, a ponieważ było już po północy i czuł się zmęczony, postanowił zamknąć drzwi i położyć się spać.

Następnego dnia wstał dopiero o dziesiątej rano i bardzo się zdziwił, kiedy w miejscu swojego zniszczonego ubrania znalazł inne, bardzo eleganckie. „Na pewno”, powiedział do siebie, „ten pałac należy do jakiejś dobrej wróżki, która się nade mną zlitowała”. Wyjrzał przez okno i nie zobaczył już śniegu, tylko altany obrośnięte kwiatami, na które aż miło było patrzeć. Wrócił do wielkiej sali, w której poprzedniego wieczoru jadł kolację, i zobaczył mały stolik, a na nim gorącą czekoladę.

„Dziękuję pani, łaskawa wróżko”, powiedział głośno, „że była pani tak dobra i pomyślała o moim śniadaniu”. Kiedy poczciwy kupiec wypił czekoladę, wyszedł po konia, a gdy przechodził pod altaną z róż, przypomniał sobie, że Piękna prosiła go o różę, i zerwał gałązkę, na której było ich kilka. W tej samej chwili usłyszał wielki hałas i zobaczył, że zbliża się do niego Bestia, tak straszna, że o mało nie zemdlał.

„Jesteś bardzo niewdzięczny”, powiedziała Bestia strasznym głosem, „uratowałem ci życie, kiedy przyjąłem cię w moim zamku, a ty w zamian za to kradniesz mi róże, które kocham bardziej niż cokolwiek na świecie. Za tę winę musisz umrzeć. Daję ci tylko kwadrans, żebyś poprosił Boga o przebaczenie”. Kupiec rzucił się na kolana, złożył ręce i powiedział do Bestii: „Jaśnie panie, proszę mi wybaczyć! Nie myślałem, że pana obrażę, kiedy zrywałem różę dla jednej z moich córek, która mnie o nią prosiła”.

„Nie nazywam się jaśnie pan”, odpowiedział potwór, „tylko Bestia. Ja nie lubię komplementów, chcę, żeby mówiono to, co się myśli. Nie łudź się więc, że udobruchasz mnie pochlebstwami. Ale powiedziałeś, że masz córki. Przebaczę ci, pod warunkiem, że jedna z twoich córek przyjdzie tu z własnej woli, żeby umrzeć zamiast ciebie. Nie sprzeczaj się ze mną! Jedź, a jeśli twoje córki nie zechcą za ciebie umrzeć, przysięgnij, że za trzy miesiące wrócisz”.

Poczciwy kupiec wcale nie zamierzał poświęcić żadnej ze swoich córek temu okropnemu potworowi, ale pomyślał: „Przynajmniej będę mógł je jeszcze raz uściskać”. Przysiągł więc, że wróci, a Bestia powiedziała mu, że może odjechać, kiedy zechce. „Ale”, dodała, „nie chcę, żebyś odjechał z pustymi rękami. Wróć do pokoju, w którym spałeś, a znajdziesz tam wielką pustą skrzynię. Możesz do niej włożyć wszystko, co ci się spodoba, a ja każę ją zanieść do twojego domu”. Potem Bestia odeszła, a poczciwy kupiec powiedział sobie: „Jeśli muszę umrzeć, będę miał chociaż tę pociechę, że zostawię moim biednym dzieciom kawałek chleba”.

Wrócił do pokoju, w którym spał, a kiedy znalazł tam mnóstwo złotych monet, napełnił nimi wielką skrzynię, o której mówiła Bestia, i zamknął ją. Potem zabrał ze stajni konia i wyjechał z pałacu tak samo smutny, jak radosny był wtedy, gdy do niego przybył. Koń sam wybrał jedną z leśnych dróg i po kilku godzinach poczciwy kupiec dotarł do swojego małego domu.

Dzieci zebrały się wokół niego, ale zamiast cieszyć się ich czułością, kupiec patrzył na nie i płakał. W ręce trzymał gałązkę róż, którą przywiózł dla Pięknej. Dał ją córce i powiedział: „Weź te róże, Piękna. Drogo będą kosztować twojego nieszczęsnego ojca”. I zaraz opowiedział rodzinie o strasznej przygodzie, która go spotkała.

Kiedy dwie starsze to usłyszały, zaczęły głośno krzyczeć i obrzucać wyzwiskami Piękną, która wcale nie płakała. „Patrzcie, do czego doprowadziła pycha tej małej”, mówiły, „czemu nie poprosiła o stroje, tak jak my? Ale nie, panienka chciała się wyróżnić. Przez nią zginie nasz ojciec, a ona nawet nie płacze”. „Na nic by się to nie zdało”, odpowiedziała Piękna, „dlaczego miałabym opłakiwać śmierć ojca? On nie zginie. Skoro potwór zgadza się przyjąć jedną z jego córek, oddam się na pastwę jego gniewu i jestem bardzo szczęśliwa, bo umierając, będę miała tę radość, że uratuję ojca i pokażę mu, jak bardzo go kocham”.

„Nie, siostro”, powiedzieli jej trzej bracia, „nie umrzesz. Pójdziemy do tego potwora, a jeśli nie zdołamy go zabić, zginiemy od jego ciosów”. „Nie liczcie na to, moje dzieci”, odpowiedział im kupiec, „ta Bestia jest tak potężna, że nie mam żadnej nadziei, żeby ją pokonać. Zachwyca mnie dobre serce Pięknej, ale nie chcę narażać jej na śmierć. Jestem stary i niewiele życia mi zostało. Stracę tylko kilka lat, a żal mi ich jedynie ze względu na was, moje kochane dzieci”.

„Zapewniam cię, ojcze”, powiedziała Piękna, „że nie pojedziesz do tego pałacu beze mnie. Nie możesz mi zabronić jechać z tobą. Choć jestem młoda, nie jestem zbytnio przywiązana do życia i wolę, żeby pożarł mnie ten potwór, niż umrzeć z żalu, gdybym cię straciła”.

Na próżno ją przekonywano: Piękna koniecznie chciała jechać do pięknego pałacu, a jej siostry były tym zachwycone, bo zalety najmłodszej budziły w nich wielką zazdrość. Kupiec tak bardzo rozpaczał nad utratą córki, że wcale nie myślał o skrzyni, którą napełnił złotem. Ale kiedy tylko zamknął się w swoim pokoju, żeby się położyć, ze zdumieniem zobaczył tę skrzynię tuż przy swoim łóżku.

Postanowił nie mówić dzieciom, że stał się tak bogaty, bo córki chciałyby wrócić do miasta, a on był zdecydowany zostać na wsi aż do śmierci. Powierzył jednak ten sekret Pięknej, a ona powiedziała mu, że kiedy go nie było, przyjechało kilku szlachciców i że dwóch z nich kocha jej siostry. Poprosiła ojca, żeby wydał je za mąż, bo była tak dobra, że kochała siostry i z całego serca wybaczała im wszystko złe, co jej zrobiły.

Kiedy Piękna wyjeżdżała z ojcem, te dwie złe siostry tarły sobie oczy cebulą, żeby się rozpłakać. Ale bracia płakali naprawdę, tak samo jak kupiec. Tylko Piękna nie płakała, bo nie chciała jeszcze bardziej ich zasmucać. Koń ruszył drogą do pałacu i pod wieczór zobaczyli zamek, rozświetlony tak jak za pierwszym razem. Koń sam poszedł do stajni, a poczciwy kupiec wszedł z córką do wielkiej sali, gdzie znaleźli wspaniale zastawiony stół z dwoma nakryciami. Kupiec nie mógł przełknąć ani kęsa, ale Piękna starała się wyglądać na spokojną, usiadła do stołu i nakładała ojcu jedzenie. A w duchu myślała: „Bestia chce mnie utuczyć, zanim mnie zje, skoro tak dobrze mnie karmi”.

Kiedy zjedli kolację, usłyszeli wielki hałas i kupiec ze łzami pożegnał się ze swoją biedną córką, bo pomyślał, że to Bestia. Piękna mimo woli zadrżała, kiedy zobaczyła tę straszną postać, ale opanowała się, jak umiała. A kiedy potwór zapytał ją, czy przyszła tu z dobrej woli, odpowiedziała drżącym głosem, że tak. „Jesteś bardzo dobra”, powiedziała Bestia, „i jestem ci bardzo wdzięczny. A ty, dobry człowieku, odjedź jutro rano i nigdy nie waż się tu wracać. Żegnaj, Piękna”.

„Żegnaj, Bestio”, odpowiedziała, a potwór natychmiast odszedł. „Ach, córeczko”, powiedział kupiec, ściskając Piękną, „ze strachu jestem ledwie żywy. Posłuchaj mnie, pozwól, że to ja tu zostanę”. „Nie, ojcze”, odpowiedziała stanowczo Piękna, „jutro rano odjedziesz, a mnie zostawisz pod opieką nieba. Może ono się nade mną zlituje”.

Poszli spać i myśleli, że przez całą noc nie zmrużą oka, ale ledwie się położyli, oczy same im się zamknęły. We śnie Piękna zobaczyła pewną panią, która powiedziała do niej: „Cieszę się, że masz tak dobre serce, Piękna. Dobry uczynek, który robisz, oddając swoje życie, żeby ocalić życie ojca, nie zostanie bez nagrody”. Kiedy Piękna się obudziła, opowiedziała ojcu ten sen. Trochę go to pocieszyło, ale i tak głośno szlochał, kiedy przyszło mu rozstać się z ukochaną córką.

Widzisz błąd w tej bajce? Daj znać.