Kobieta patrzy przez małe okienko na wspaniały ogród za wysokim murem, pełen kwiatów i zielonej roszponki Roszpunka spuszcza długie złote warkocze z okienka wysokiej wieży, a na dole stoi czarownica Królewicz na koniu zatrzymuje się między drzewami i słucha śpiewu dobiegającego z wieży Roszpunka i królewicz siedzą przy okienku w wieży i przyjaźnie ze sobą rozmawiają Rozgniewana czarownica trzyma obcięte złote warkocze, a Roszpunka patrzy na nią smutno Roszpunka obejmuje królewicza na słonecznej polanie, a obok stoją chłopczyk i dziewczynka

Roszpunka

Ogród czarownicy · czyta Maja
0:00−8:50

Dla rodziców: W oryginale braci Grimm królewicz z rozpaczy skacze z wieży. W łagodniejszej wersji zatacza się z żalu i spada.

Dziewczynka o najdłuższych złotych włosach na świecie mieszka zamknięta w wysokiej wieży pośrodku lasu, aż pewnego dnia jej śpiew słyszy królewicz. Baśń braci Grimm o miłości i wierności, przetłumaczona z niemieckiego oryginału.

Bracia Grimm · 9 min · czyta Maja

Roszpunka: tekst bajki

Bracia Grimm (1857). Przetłumaczone z niemieckiego oryginału „Rapunzel”.

Dawno, dawno temu żyli sobie mąż i żona, którzy długo i na próżno marzyli o dziecku. Wreszcie żona zaczęła mieć nadzieję, że Pan Bóg spełni jej życzenie. W tylnej części domu mieli małe okienko, z którego widać było wspaniały ogród, pełen najpiękniejszych kwiatów i ziół. Ogród otaczał jednak wysoki mur i nikt nie odważył się do niego wejść, bo należał do czarownicy, która miała wielką moc i której bał się cały świat.

Pewnego dnia żona stała przy tym okienku i patrzyła w dół, na ogród. Wtedy zobaczyła grządkę, na której rosła najpiękniejsza roszponka. Była taka świeża i zielona, że kobieta nabrała na nią wielkiego apetytu i niczego nie pragnęła tak bardzo, jak jej skosztować. Z każdym dniem ta ochota rosła. A ponieważ wiedziała, że nie może jej dostać, bardzo schudła i wyglądała blado i marnie.

Mąż się przestraszył i zapytał: „Co ci jest, kochana żono?” „Ach”, odpowiedziała, „jeśli nie zjem roszponki z ogrodu za naszym domem, to umrę”. Mąż, który ją kochał, pomyślał: „Nie pozwolisz umrzeć swojej żonie, przyniesiesz jej roszponki za wszelką cenę”. O zmierzchu przelazł więc przez mur do ogrodu czarownicy, w pośpiechu wyrwał garść roszponki i zaniósł ją żonie. Ona od razu zrobiła sobie z niej sałatkę i zjadła ją łapczywie.

Ale tak jej smakowała, tak bardzo jej smakowała, że następnego dnia miała na nią trzy razy większą ochotę. Żeby się uspokoiła, mąż musiał jeszcze raz zakraść się do ogrodu. O zmierzchu znów więc przelazł przez mur. Kiedy jednak zszedł z muru, okropnie się przeraził, bo zobaczył, że przed nim stoi czarownica. „Jak śmiesz”, powiedziała, patrząc na niego gniewnie, „wchodzić do mojego ogrodu i jak złodziej kraść moją roszponkę? Źle na tym wyjdziesz”.

„Ach”, odpowiedział, „niech się pani nade mną zlituje. Zrobiłem to tylko dlatego, że nie miałem wyjścia. Moja żona zobaczyła przez okno roszponkę w pani ogrodzie i ma na nią taką ochotę, że umarłaby, gdyby nie mogła jej zjeść”. Wtedy czarownica trochę ochłonęła z gniewu i powiedziała do niego: „Jeśli jest tak, jak mówisz, pozwolę ci zabrać tyle roszponki, ile zechcesz. Stawiam ci jednak jeden warunek: musisz mi oddać dziecko, które urodzi twoja żona. Będzie mu u mnie dobrze, a ja zaopiekuję się nim jak matka”. Mąż ze strachu na wszystko się zgodził. A kiedy żona urodziła, zaraz zjawiła się czarownica, nadała dziecku imię Roszpunka i zabrała je ze sobą.

Roszpunka wyrosła na najpiękniejsze dziecko pod słońcem. Kiedy skończyła dwanaście lat, czarownica zamknęła ją w wieży, która stała w lesie i nie miała ani schodów, ani drzwi, tylko na samej górze było maleńkie okienko. Gdy czarownica chciała wejść do środka, stawała na dole i wołała: „Roszpunko, dziewczę moje, spuść mi włosy swoje!”

Roszpunka miała długie, wspaniałe włosy, cienkie jak złota nić. Kiedy tylko usłyszała głos czarownicy, odwiązywała swoje warkocze, owijała je na górze wokół haka przy oknie, a wtedy włosy spływały z okienka aż na dwadzieścia łokci w dół i czarownica wspinała się po nich na górę.

Po kilku latach zdarzyło się, że królewski syn jechał konno przez las i przejeżdżał obok wieży. Usłyszał wtedy śpiew, tak piękny, że zatrzymał się i zaczął nasłuchiwać. To była Roszpunka, która w samotności umilała sobie czas, śpiewając swoim słodkim głosem. Królewicz chciał wejść do niej na górę i szukał drzwi do wieży, lecz nigdzie ich nie znalazł. Wrócił do domu, ale śpiew tak bardzo poruszył mu serce, że codziennie chodził do lasu, żeby go słuchać.

Kiedy pewnego razu stał tak za drzewem, zobaczył, że nadchodzi czarownica, i usłyszał, jak woła w górę: „Roszpunko, dziewczę moje, spuść mi włosy swoje!” Wtedy Roszpunka spuściła warkocze, a czarownica wspięła się do niej. „Jeśli to jest drabina, po której można wejść na górę, to i ja spróbuję szczęścia”, pomyślał królewicz. A następnego dnia, kiedy zaczęło się ściemniać, poszedł pod wieżę i zawołał: „Roszpunko, dziewczę moje, spuść mi włosy swoje!” Zaraz spłynęły z góry włosy i królewicz wspiął się po nich.

Na początku Roszpunka okropnie się przestraszyła, kiedy wszedł do niej mężczyzna, bo jej oczy jeszcze nigdy żadnego nie widziały. Ale królewicz zaczął z nią bardzo przyjaźnie rozmawiać i opowiedział, że jej śpiew tak bardzo poruszył mu serce, że nie mógł zaznać spokoju i musiał ją zobaczyć na własne oczy. Wtedy Roszpunka przestała się bać. A kiedy zapytał ją, czy zechce go za męża, i zobaczyła, że jest młody i piękny, pomyślała: „On będzie mnie kochał bardziej niż stara pani Gothel”, i zgodziła się, i włożyła swoją dłoń w jego dłoń.

Powiedziała: „Chętnie z tobą pójdę, ale nie wiem, jak zejść z wieży. Kiedy będziesz przychodził, przynoś mi za każdym razem motek jedwabiu. Z tego jedwabiu uplotę drabinę, a kiedy będzie gotowa, zejdę po niej, ty zaś posadzisz mnie na swoim koniu”. Umówili się, że do tego czasu będzie do niej przychodził co wieczór, bo w dzień bywała u niej stara czarownica.

Czarownica niczego nie zauważyła, aż pewnego razu Roszpunka odezwała się do niej: „Pani Gothel, niech mi pani powie, jak to się dzieje, że panią o wiele trudniej wciągnąć na górę niż młodego królewicza. On jest u mnie w jednej chwili”. „Ach, ty niegodziwe dziecko”, zawołała czarownica, „co ja słyszę! Myślałam, że odcięłam cię od całego świata, a ty mnie jednak oszukałaś!” W gniewie chwyciła piękne włosy Roszpunki, owinęła je kilka razy wokół lewej ręki, prawą sięgnęła po nożyce i ciach, ciach, już były obcięte, a piękne warkocze leżały na ziemi. A była tak bezlitosna, że zaprowadziła biedną Roszpunkę na pustkowie, gdzie dziewczyna musiała żyć w wielkim smutku i nędzy.

Jeszcze tego samego dnia, kiedy wypędziła Roszpunkę, czarownica wieczorem przywiązała obcięte warkocze na górze, do haka przy oknie. A kiedy przyszedł królewicz i zawołał: „Roszpunko, dziewczę moje, spuść mi włosy swoje!”, czarownica spuściła mu je. Królewicz wspiął się na górę, ale nie znalazł tam swojej najdroższej Roszpunki, tylko czarownicę, która patrzyła na niego złym, jadowitym wzrokiem. „Aha”, zawołała szyderczo, „chcesz zabrać swoją ukochaną, ale piękny ptaszek nie siedzi już w gniazdku i już nie śpiewa. Porwał go kot, a tobie jeszcze wydrapie oczy. Roszpunka jest dla ciebie stracona, już nigdy jej nie zobaczysz”.

Królewicz odchodził od zmysłów z żalu. Zatoczył się do tyłu, potknął się i spadł z wieży. Uszedł z życiem, ale ciernie, w które wpadł, poraniły mu oczy. Błąkał się więc ślepy po lesie, jadł tylko korzonki i jagody, i nie robił nic innego, tylko lamentował i płakał po stracie swojej ukochanej żony.

Tak przez kilka lat wędrował w nędzy, aż wreszcie trafił na pustkowie, gdzie Roszpunka żyła w biedzie z bliźniętami, które urodziła, z chłopczykiem i dziewczynką. Usłyszał głos, który wydał mu się tak znajomy, i poszedł w jego stronę. A kiedy podszedł bliżej, Roszpunka go poznała, rzuciła mu się na szyję i zapłakała. Dwie jej łzy zwilżyły mu oczy, a wtedy jego oczy znów pojaśniały i widział nimi tak jak dawniej. Zabrał ją do swojego królestwa, gdzie przyjęto go z radością, i żyli tam jeszcze długo, szczęśliwie i wesoło.

Widzisz błąd w tej bajce? Daj znać.